 |
Ciekawostka
Jako wstęp do zapowiedzianej ciekawostki chciałbym wyznać to, że od dzieciństwa chciałem być rockmanem. Wtedy może jeszcze raczej bigbeatowcem. Mieć elektryczną gitarę i pogrywać z własnym zespołem. Nic to wtedy nie było oryginalnego. Chyba ze trzy czwarte chłopaków o tym marzyło. Pozostała jedna czwarta marzyła o karierze Lubańskiego czy Deyny... Ja wybrałem w marzeniach karierę muzyczną. I od razu wziąłem się do roboty. Nie zapomnę tych, nagrywanych na lampowy magnetofon, awangardowych suit. Dlaczego awangardowych? Bo jak się nie umie grać na żadnym instrumencie, to pozostaje muzyka awangardowa. Tam każdy dźwięk można traktować jako część arcydzieła. Tak więc z kolegami graliśmy modern rocka na pokrywkach, zdezelowanych skrzypcach i innych przedmiotach dźwiękotwórczych. Potem jednak skierowałem się "ku klasyce". Kupiłem gitarę i nauczyłem się kilku akordów. I wtedy zacząłem plumkać już bardziej melodyjnie. "Siedem dziewcząt z Albatrosa" i "Biały miś" to był wtedy szczyt moich osiągnięć. Grałem, ale nie zaprzestałem prób komponowania - czytaj: układania melodyjek. No i oczywiście tekstów. Pamiętam pierwszy z nich: "Ludzie to dziwne stworzenia, potrafią kochać, ludzie to dziwne stworzenia potrafią nienawidzić..." Dobrze, że Mickiewicz i Słowacki już nie żyli. Mogliby poczuć się zagrożeni. |

|

W pokoiku na plebanii nagrywaliśmy kasetę "IKONA".
Proszę zwrócić uwagę na "profesjonalne" wyciszenie kocami ścian.
Dobrze, że fotograf stał z tej strony.
Bo na drugiej ścianie rozciągnięta była... kołdra... |
|
A potem spotkałem mojego serdecznego przyjaciela - Piotrka Tomasika. I zaczęliśmy wspólnie pogrywać. To znaczy ja plumkałem dalej a Piter grał. Bo rzeczywiście to potrafił. Ułożyłem kilka piosneczek i wspólnie nagrywaliśmy je na magnetofon (nadal lampowy) i dumą pokazywaliśmy nasze produkcje mamom, ciociom no i... koleżankom. Duma mnie rozpierała. W międzyczasie powstał szkolny zespół KONTRAST. Dlaczego taka nazwa? Ot, wymysł młodzieńczej zarozumiałości: bo to będzie zupełnie coś nowego na świecie!!! Inne niż Pink Floyd, inne niż Procol Harum. Inne - czytaj: lepsze. Skończyło się na plumkaniu we czterech. (Bo Piter chodził do innej szkoły więc nas nie wspierał...) Powstał też równolegle zespół grający na mszach świętych, gdzie wprawialiśmy w zachwyt zgromadzenie liturgiczne wykonując piosenki z oazowych i pielgrzymkowych śpiewniczków. Cały czas jednak drzemał w sercu zamysł, by zadziwić świat... I powstała pierwsza autorska kaseta. Pozostał po niej jeden egzemplarz, który przechowuję z wielką pieczołowitością. Dlaczego? Uważam że jest lepszym od leków antydepresyjnych środkiem na rozweselenie człowieka. Sam stosuję w stanach duchowego przygnębienia. Nasze brzmienie rozbawia bowiem do łez... |
A potem spotkałem Jacka Drozda. Tu żarty się kończą. On jest naprawdę muzykiem. I to bardzo dobrym. Po raz pierwszy profesjonalista wziął się za moje melodyjki. Ja gwizdałem, a Jacek przenosił to na klawiaturę. I tak zaistniał nieco poważniejszy już KONTRAST. Poważniejszy między innymi dlatego, że ja przestałem już tam na gitarze plumkać i scedowałem to na Pitra. I we trzech, w latach 1990-1994, zarejestrowaliśmy większość moich piosenek. Jacek je zaaranżował i grał na klawiszach, Piter gitarował, a ja z Jackiem śpiewałem.
Ktoś zapyta: po co to wszystko było? Co tu dużo gadać, największy pożytek z tego muzykowania dla mnie, to ostateczne przekonanie się, że z tymi marzeniami o karierze muzyka to była młodzieńcza pomyłka. Chyba jednak Pan Bóg chce we mnie mieć zwykłego księdza, który mówi kazania, a nie wypracowywuje nowe jakości artystyczne...
Ale po eksperymencie piosenki pozostały. Ponieważ ktoś mi ostatnio nawet napisał, że niektóre z nich są całkiem ładne i ponieważ na serwerze pozostało jeszcze trochę miejsca, postanowiliśmy je tu zamieścić. Po prostu jako ciekawostkę... |

| A to jeden z naszych kilku koncertów w Międzylesiu |
|
 |
|
Tak więc, Panie i Panowie, przed Wami zespół... KONTRAST
I jeszcze jedno: osoby nie posiadającego darmowego łącza uprzejmie prosimy o szybkie opuszczenie tego linku... Bo to się trochę ściąga i szkoda żywej gotówki na śledzenie tego muzycznego eksperymentu sprzed lat. |
Pozostający w nadziei dobrego poczucia humoru u słuchaczy
Ks. Piotr
|
 |